-boże-jęknęłam, jeszcze zaspana. Czemu szkoła musi zaczynać
się tak cholernie wcześnie? Codziennie zadaję sobie to pytanie po obudzeniu
przez ten głupi budzik. Właśnie, budzik. Przetarłam leniwie oczy i sięgnęłam
półprzytomna, żeby wyłączyć budzik który leży na szafce. Miałam zamiar już iść
po świeże ubrania do garderoby, ale usłyszałam dziwne dźwięki z dołu. Wyszłam z
pokoju delikatnie zamykając za sobą drzwi, no wiecie gdyby ktoś włamał się do
domu to raczej nie chciałabym żeby mnie znalazł a potem bóg wie co porwał, zabił
albo zgwałcił. Schodząc po cichutku na palcach po schodach, sięgnęłam po lampę
która leżała akurat na szafce w przedpokoju. Może powinnam zadzwonić na policję
zgrywać odważną, ale przecież nie wiem kto to. Kurde, dobra, nieważne. Powoli
wychylając głowę, żeby zobaczyć jak wygląda włamywacz. Oniemiałam, kamień spadł
mi z serca.
-Josh?-zapytałam z niedowierzaniem
Wszędzie poznam te włosy. Josh odwrócił się do mnie i
chwila, chwila był cały w mące. Zachichotałam widząc jak wygląda.
-O Meg, wstałaś już-Uśmiechnął się przyjaźnie i podszedł do
mnie, dając mi buziaka w policzek. Tak, jesteśmy rodzeństwem i nie próbujemy
się pozabijać w każdej możliwej chwili, jak to inne rodzeństwa. Od zabójstwa
matki Josh był dla mnie najbliższą osobom, zawsze mogłam mu o wszystkim
powiedzieć, nawet o sprawach sercowych i nadal mogę. Jest bardziej dla mnie
jako przyjaciel aniżeli brat. Ojciec stał się od tragedii zamknięty, rozumiem
że nie jest mu łatwo ale my też to przeżywamy. Z moich rozmyślań wybudził mnie
głos Josha, który nadal stał przede mną.
-huh-spytałam, Josh westchnął wyraźnie zirytowany ponieważ
go nie słuchałam.
-Pytałem czy masz zamiar tak iść do szkoły-Powiedział,
pokazując ręką na mój outfit, chichotając pod nosem, a ja właśnie zauważyłam że
stoję w białej podkoszulce, białych dresach w serduszka i z lampką w ręce. To
musi wyglądać komicznie.
-Nie-odpowiedziałam szybko zdając sobie sprawę, że znowu się
zamyśliłam-Może gdybyś tak się nie tłukł w tej kuchni i nie wystraszył mnie tak
a pro po na śmierć, zdążyłabym się wyszykować-Sapnęłam trochę już rozdrażniona.
Spojrzałam na niego czekając na jego reakcje a ten uśmiechał się do mnie głupkowato,
po chwili spoważniał i powiedział.
-Przepraszam Meg- Mówiąc złapał mnie w niedźwiedzim uścisku,
odsunął się nadal trzymając ręce na moich ramionach-Wybaczysz mi
siostrzyczko?-spytał robiąc minę małego szczeniaczka a niech to, wie że nie
mogę się jej oprzeć-To co wybaczysz mi moja mała kochana Meg?-spytał ponownie
nie zmieniając mimiki twarzy.
-Nie potrafię się na ciebie długo gniewać, wiesz przecież- Uśmiechnęłam
się do niego słodko a po chwili czułam że nie dotykam ziemi, no tak Josh wziął
mnie na ręce i okręcił mną wokół całej swoje osi-Puść mnie już bo mi kości
złamiesz i lepiej powiedz mi czemu jesteś cały w mące- Pisnęłam, trzymając się
jego barku, żeby nie spaść. Jakby teraz ktoś nas właśnie zobaczył pomyślałby pewnie
że jesteśmy nienormalni.
-Okej- Mruknął i postawił mnie z powrotem na ziemię-Przyszedłem
żeby zrobić ci naleśniki, ale pewnie jak widzisz nie za bardzo mi to idzie-Powiedział
z lekkim grymasem na twarzy. Cały Josh, nie może znieść tego że umiejętności
kulinarnych nie ma za grosz, biedactwo.
~.~
Po tym jak Josh zaproponował mi, że podwiezie mnie do szkoły
i po drodze kupi mi coś jadalnego do jedzenia, bo oczywiście spalił wszystkie
naleśniki. Poszłam do swojego pokoju odkładając przy okazji lampę z powrotem na
szafkę w przedpokoju, podbiegłam do garderoby wyciągając z niej czarną
bluzeczkę na ramiączkach która idealnie opina moje piersi, jakieś czarne
przylegające rurki do tego jeszcze szarą bluzę i czystą koronkową bieliznę
do kompletu koronkowy stanik z efektem
push-up. Nie mam zbyt małych piersi z czego jestem wdzięczna bogu ale nie są
też zbyt duże, są akurat. Nigdy nie narzekałam na swoją sylwetkę, może oprócz
wzrostu po z metrem 65 modelką nie zostanę. Oh no cóż nawet bym nie chciała, bo
jaką frajdę daje ci bycie wieszakiem? Nieważne. Westchnęłam idąc do łazienki, rzuciłam
jeszcze tylko okiem na zegarek który wisiał na ścianie i Zamarłam. Mam jeszcze
20 minut, kurde. Rzuciłam się szybko do łazienki, ściągając z siebie 3 ruchami
piżamę weszłam pod prysznic. Odkręcając wodę oblałam moje ciało gorącą wodą, o
tak tego mi było trzeba. Wracając do rzeczywistości gdzie zostało mi niecałe 20
minut na przyszykowanie się do szkoły. Namydliłam moje ciało żelem o zapachu wanilii
i dokładnie je spłukałam, ogoliłam się jeszcze w niektórych miejscach i wyszłam
z pod prysznica , owinęłam się umiejętnie ręcznikiem wokoło ciała. Umyłam zęby,
podkręciłam włosy, nałożyłam niezbyt mocny makijaż składający się z podkładu, eyelinera,
brązowego cienia ,tuszu i błyszczyka. Popatrzyłam jeszcze w lustro, sprawdzając
swój obecny wygląda
-nie jest źle-mruknęłam sama do siebie. Ubrałam się szybko w
już wcześniej przyszykowany przeze mnie outfit. Jednym ruchem sięgnęłam po
plecak i zeszłam na dół. Josh czekał już na mnie przy drzwiach z kluczykami od
jego ferrari w prawej ręce z wielkim uśmiechem na twarzy patrząc na mnie. To
było dziwne
-Um, mam coś na twarzy?-spytałam z ciekawością w głosie. On
jedynie pokręcił głową nadal mając ten uśmieszek na twarzy widocznie bardzo
rozbawiony.
-Nie tylko po prostu dawno się nie widzieliśmy-Powiedział z
powagą. Skinęłam na znak że rozumiem. Zakładając moje balerinki przypomniało mi
się coś.
-Kurde Victoria miała nie podwieźć do szkoły, muszę jej
napisać żeby się nie kłopotała-Zaczęłam rozglądać się w poszukiwaniu mojego
telefonu ale Josh mi przerwał
-Nie martw się tym, wysłałem jej smsa że dzisiaj ja zabiorę
cię do szkoły-Skinęłam i uśmiechnęłam się radośnie ale nie dziwcie mi się
rzadko kiedy mój brat ma dla mnie czas od kiedy ‘pomaga’ tacie w interesach. Nie
mam pojęcia jak bo kiedy zaczynamy rozmowę o pracy ojca on zawsze ucieka od
tego jak najdalej, nawet nie wiem czemu. Co może być takiego strasznego w
takiej firmie, praca papierkowa? proszę cię, on dopiero co ledwo skończył
liceum a i tak rzadko do niego chodził. A teraz codziennie chodzi do pracy. Nie
to nie możliwe musieli mi podmienić brata. Z zamyśleń wyrwał mnie Josh święcący
mi moim telefonem po oczach. Pacnęłam go w ramie żeby przestał i wzięłam od
niego mój telefon. Wyszłam z domu kierując się prosto do czarnego ferrari
stojącego na podjeździe. Usadawiając się na miejscu pasażera czekałam aż Josh
zrobi to samo z miejscem kierowcy. Pojechaliśmy przed szkołą po coś dla mnie do
jedzenia, tak jak obiecał Josh.
~~
Czekaliśmy grzecznie na odbiór naszego jedzenia
w samochodzie. Bawiłam się z nudów palcami. Rozejrzałam się wokół miejsca w
którym staliśmy i zobaczyłam czarną furgonetkę jadącą w naszą stronę. Szczerze
mówiąc ta furgonetka wyglądała jak wyciągnięta z jakiegoś taniego
gangsterskiego filmu. Zachichotałam. Furgonetka zatrzymała się koło nas, Josh przyglądał
jej się uważnie jakby bał się czegoś. Okno kierowcy furgonetki powoli się otwierało.
Nie wiedziałam o co chodzi, słyszałam tylko ciężkie oddechy mojego brata. Josh
patrzył na osobę w tej furgonetce z żądzą w oczach, jego palce były mocno wbite
w kierownice. Odwróciłam na chwilę wzrok od Josha żeby dokładniej przyjrzeć się
osobie w furgonetce, był w niej facet około 40-stki brunet, opalony. To co
właśnie zrobił wstrząsnęło mną, ułożył dłoń w kształt pistoletu i wymierzył we
mnie nią i udawał że strzela. Nie wiedziałam czy to co właśnie mi pokazał to
był jakiś chory żart czy nie. Jedyne co teraz widziałam to jego chory uśmieszek
a po chwili odjechał. Zamknęłam na chwilę oczy żeby poukładać sobie w głowie to
wszystko. Po chwili je otworzyłam i spojrzałam na Josha który wyraźnie
zdenerwowany, co ja mówię on wygląda jakby za chwile miał kogoś zabić. Wybierał
numer do kogoś na swoim iphonie. Chciałam wiedzieć o co chodzi. Przecież ten
gościu właśnie mi groził. Po ciszy i rozmyśleniach spytałam.
-Josh, kto to był?-Czekałam z nadzieją że mi odpowie. Wtedy złapał
ze mną kontakt wzrokowy, to co zobaczyłam w jego oczach to jedynie złość, smutek
i strach.
-Megan nie ruszaj się stąd, masz tu zostać-rzucił oschle po
czym wyszedł z samochodu trzaskając drzwiami. Przewróciłam oczami, po czym przyglądałam
się uważnie temu co robi. Dzwonił do kogoś, krzyczał. Nigdy nie znałam go od
takiej strony. Znowu zamknęłam oczy żeby porozmyślać ten facet musi być bardzo
niebezpieczny bo inaczej przecież Josh by się tak nie zachowywał ale jedno mnie
zastanawia skąd zna tego gościa. Może Josh trafił w złe towarzystwo, może
dilluje albo gorzej…Nie, boże muszę w ogóle przestać tak myśleć. To mój brat on
nie byłby do tego zdolny. Otworzyłam oczy ,żeby zobaczyć w jakim stanie jest
mój brat. Zamarłam. On tam był ale nie był sam.
~~~~
1 rozdział już jest




